Zwiewny Anioł - W ciele kobiety...

Moje-nasze maleństwo...

Pierwszoklasista...

Najwięcej czasu poświęcam teraz młodmu. Oczywiście nadal obowiązki domowe i trochę pracy papierkowej, związanej z otwarciem firmy przez męża. Trochę się tego nazbierało, pierwsza klasa zdominowała ostatnio jednak wszystko.

Tak jak pisałam młody poszedł do pierwszej klasy. Sama nie wiem czy do dobrze czy źle. Z nauką sobie radzi, choć głoskowanie to jego słaby punkt. Ćwiczę z nim sporo w domu. Czasem podczas spacerów, podczas zabawy, itp, itd. Pani mówi, że są jakieś efekty, choć moim zdaniem opornie to nam idzie ;) Z resztą wiedzy świetnie sobie radzi. Wierszyki, piosenki, cała matematyka jest dla niego łatwa. Nie jest więc tak źle. Wspominałam już, że młody jest leworęczny. Musi sporo ćwiczyć pisanie. Na szczęście jego wychowawczyni również pisze lewą ręką. Rewelacja.

Oprócz głoskowania problemem jest też trochę jego zachowanie. Ostatnio stał się bardziej wybuchowy, nerwowy, czasem nawet porywczy. Staram się z nim o tym rozmawiać, ale to pomaga tylko na chwilkę. Na lekcjach nie jest źle, gorzej na przerwach. Wtedy zaczepia dzieci, jest bardzo pobudzony. Rozumiem, że musi zużyć energię, która się kumuluje na lekcji, ale to jest zbyt agresywne, zbyt gwałtowne. Nie wiem czy to przejściowe? Myślę, że tak. Trochę to wygląda jakby miał problem z wyrażaniem uczuć. Niby jest wciąż uśmiechnięty, ale szybko zmieniają się mu te emocje. Jego Pani chwali jego postępy, a co do zachowania to poleca rozmowy i konsekwencje. Tak też robimy...

Te problemy, to nic strasznego, ale musimy na to uważać. Ma to chyba po nas. To znaczy po mnie i po mężu. 

To właśnie przez takie drobne rzeczy zastanawiam się czy aby ta pierwsza klasa nie za szybko. Nie miałam jednak wyjścia. Kombinować z opiniami lekarzy też nie chciałam, bo po co. 

Wolę tę energię poświęcić na naukę z synem ;)

Ciekawe jak to było lub jak jest u was? Dajcie znać. Może znajdzie się ktoś z podobnymi przeżyciami...

 

Pozdrawiam ...