Brrr jak zimno. Pewnie nie tylko ja tak piszę i myślę.
Lubię zimę i to nawet bardzo, ale w tym roku nic, a nic mi się nie podoba. Przynajmniej ta zima u mnie.
Śnieg był tylko przez jeden dzień, góra przez dwa dni. Niestety po ciepłych, wiosennych dniach - przyszedł mróz i nie chce sobie już pójść. Do tego ten zimny wiatr. Brrrr... jak zimno.
Nie chce się wytknąć nosa z domu, w sumie nawet nie ma po co, bo spacer w tych warunkach jest nieprzyjemny.
Rozumiem, że mróz też jest potrzebny, ale czy aż taki.
Pomarudziłam sobie trochę i już mi lepiej, choć to niczego nie zmieni.
Jestem tu rzadziej niz bym chciała, ale staram się spędzać więcej czasu z brzdącem. Sami wiecie jak to jest z dziećmi w tym wieku. Poza tym on też już siedzi przed komputerem. Wręcz obsesyjnie prosi aby mu pozwolić. Oczywiście ma wyznaczany czas, pod nadzorem dorosłego i też niecodziennie...
Mały się buntuje, no ale cóż. Staramy się więc dawać dobry przykład i my z mężem również nie zasiadamy przed ekran codziennie. Dlatego mam zaległości w blogu i nie tylko.
Tak to już u mnie jest. Mam nadzieję, że pamiętacie o mnie i od czasu do czasu będziecie tu zaglądać. Ja ze swojej strony również obiecuję odwiedzać Wasze blogi i umieszczać tu aktualności :)))
Pozdrawiam ... 
Kategoria "Moje-nasze maleństwo" zaczyna powoli być nieaktualna. Otóż nasz brzdąc jest już coraz większy i nie wypada określać go w ten sposób. Nawet brzdąc już jakoś dziwnie brzmi.
W marcu będzie już miał cztery lata. To już chłopiec, a nie niemowlę ;P (spostrzegawcza jestem co?).
W sobotę oglądałam fotki z wcześniejszego okresu jego życia. Nie do wiary jak on się zmienił. Mam na myśli zarówno jego wygląd zewnętrzny, ale też przede wszystkim jego rozwój.
Czasem się łapię na tym, że mówię do niego jak do maleństwa lub też tak go chwilami traktuję. Szybko jednak reaguję i doprowadzam się do porządku. On już nie jest taki mały i trzeba odpowiednio go traktować. Zaczyna mieć swoje zdanie i sam już wie (oczywiście z przymrużeniem oka) czego chce.
Staram się traktować to w miarę poważnie. Jeśli chcę aby on mnie słuchał, muszę też wysłuchać i go...
Wiadomo, że moje argumenty zazwyczaj są silniejsze i wygrywają, staram się jednak brać pod uwagę też jego opinie. Brzmi to poważnie, ale głównie dotyczy to rodzaju zabawy, stroju, muzyki, bajki, itp...
Hmmm tak wiele się zmienia w naszym życiu za pośrednictwem dzieci. Jeszcze nie tak dawno gotowałam oddzielne obiadki dla małego, a teraz układam tak jadłospis, abyśmy wszyscy jedli razem w miarę zdrowo i pożywnie... Rodzinne zabawy też są dobierane pod kątem syna. Chcemy aby w nich uczestniczył, bo jest to czas głównie dla niego, choć w sumie dla nas też, bo oboje z mężem kochamy te chwile.
Ostatnio zaczęliśmy grać w "Piotrusia", przerabialiśmy już też puzzle, klocki, nie wspomnę o wspólnym kolorowaniu. Brzdąc ostatnio uwielbia zajęcia plastyczne. Wycinanie, klejenie, malowanie... Nożyczki to był rewelacyjny prezent, z którego cieszył się najbardziej. Robi ogromne postępy w tych pracach. Widać to "gołym okiem".
Moje (nasze) maleństwo rośnie. Z ogromnym sentymentem odświeżam wspomnienia. Tworzę też już nowe... Taka jest kolej rzeczy. Razem z synem dojrzewam również ja jako matka. Uczę się, zdobywam doświadczenie, popełniam też błędy tak samo jak on. Czy to nie jest piękne?
Pozdrawiam ... 
Ps Jakoś tak na sentymenty mnie wzięło. Brzdąc słodko śpi, a ja tak wpatrzona w niego...
Wpisałam dziś na facebooku pewną myśl:
"To nie życie, lecz ludzie sami nawzajem stwarzają sobie piekiełko na ziemi..."
Niestety coraz częściej takie piekiełko otacza i mnie. Oczywiście nie będę siebie idealizować, bo ideałem nie jestem, ale staram się być szczera wobec sebie i wobec innych. Nie wszyscy jednak tak potrafią. Co gorsza, owa szczerość obraca się często przeciwko mnie. Czasem też wmawia mi się cele lub zamiary, które w rzeczywistości są tylko wymysłem kogoś kto szuka wszędzie intryg. Na dłuższą metę jest to bardzo męczące i tworzy chorą atmosferę. No cóż, pozostaje mi przetrwać to wszystko i pozostać w tym wszystkim sobą.
Smutny jest fakt, że zamiast cieszyć się życiem, światem, cieszyć się sobą stwarzamy chore relacje, które nam to życie uprzykrzają.
Pozdrawiam ... 
Obiecałam przepis na zupę "Bomba witamonowa" więc proszę.
Składniki:
20 dkg mięsa (dowolny wybór)
50 dkg mielonego
papryka żółta i czerwona,
włoszczyzna (marchew, pietruszka, seler, por)
brokuła
czosnek
kukurydza i groszek (może być ze słoiczka, mrożony lub świeży)
ziemniaki
przyprawy (sól, pieprz, papryka, majeranek,)
Gotujemy wywar na mięsie dodając pokrojoną w paski włoszczyznę. Następnie, gdy mięso zmięknie, dodajemy pokrojone w kostkę ziemniaki i paprykę, po czym wrzucamy groszek i kukurydzę. Wszystko doprawiamy do smaku. Gdy wszystkie składniki będą gotowe dodajemy brokół w średniej wielkości dzwonkach. Dusimy zupę na małym ogniu! Kolejny etap to przygotowanie pulpecików. Mięso mielone mieszamy z czosnkiem, majernkiem (można też dodać odrobinę musztardy lub koncentratu), odrobiną soli i piperzu. Wszystko dobrze mieszamy i kształtujemy małe kulki, które dodajemy do zupy. Ja do samej zupy dodaję jeszcze rónież czosnku, aby wzmocnić smak.
Gotowe. Życzę smacznego. Ja z rodzinką uwielbiamy tę zupę, no ale oczywiście to rzecz gustu i smaku.
Dziś jest sobota. Uwielbiam ten dzień. Niedziele w sumie też kocham. Nie muszę się nigdzie spieszyć. Zajmuję się domem, rodzinką i sobą. Relaksuję się, ale też męczę w przyjemny sposób. Tak jest też dzisiaj. Mieszkanko posprzątane, w piecyku napalone,obiad już zrobiony, brzdąc odpoczywa, za chwilkę wraca mężuś z pracy... Cudownie...
Teraz kolejny raz można zarzucić mi, że mam sielankę, że wszystko wokół mnie jest takie słodkie, że aż mdki, itp, itd... Otóż nie jest tak. Duża część z Was już wie, że nie zawsze jest tak kolorowo. Czasem jestem przepełniona radością, czasem smutkiem. Czasem się śmieję, a czasem ryczę choć brakuje mi łez. Czasem walczę, a czasem ręcę opadają mi z bezsilności. Takie jest właśnie życie i myślę, że każdy właśnie takie je ma. Oczywiście są różne sfery tego życia i nie są one jednakowe. Ktoś ma szczęście w miłości, ale zdrowia brak. Ktoś ma rodzinę, ale ma problemy finansowe, ... Niestety nie wszyscy dostrzegamy każdą stronę medalu. Powinniśmy zrozumieć, że szczęście to stan umysłu. Poza tym wszystko zależy wyłącznie lub przynajmniej w dużym stopniu od nas samych!!!
Staram się być nastawiona do życia, do świata pozytywnie. Staram się oddychać pełną piersią i cieszyć się wszystkim z czego można się cieszyć. Staram się być wsparciem i pocieszeniem dla potrzebujących, staram się być szczęśliwa. Może to bezczelne, ale ja jestem szczęśliwa. Pomimo tych nieszczęść, które również nam się przytrafiają mogę i chcę wykrzyczeć, że jestem szczęśliwa.
Największym skarbem jest moja świadomość tego co w życiu jest najważniejsze i najcenniejsze. Potrafię się tym cieszyć i potrafię o to dbać...
Pozdrawiam ... 
Ps Brzdąc nadal ma katar. Źle nie jest, choć męczące jest z pewnością. Niestety od poniedziałku posiedzi troszkę w domciu, bo ma zapalenie oka. Mam nadzieję, że wykuruje się zarówno z jednej, jak i z drugiej dolegliwości.
Nie jestem tutaj tak często jakbym chciała, ale się staram. Może wkrótce uda mi się lepiej zorganizować. Obiecuję, że nad tym popracuję...
Temat jaki ostatnio poruszyłam jest faktycznie bardzo obszerny.
Ja sama jestem otwarta na tego typu dyskusje. Mam też jednak swoje zasady, których nie łamię. Tak było, jest i mam nadzieję pozostanie.
Miałam ogromne szczęście, że moja mama rozmawiała ze mną o uczuciach, o chłopakach, o szacunku do samej siebie, no i o seksie również. Wpajała mi, że do takich spraw trzeba dojrzeć. Nie wystarczy dorosnąć - podkreślała - trzeba dojrzeć. Mówiła też, że seks jest prawdziwy tylko wtedy gdy jest miłość, bo wtedy łączą się nie tylko dwa ciała, ale też dwie dusze. Dla mnie jest to oczywiste.
Patrząc na to co się dzieje wokół, myślę, że podobnych rozmów bywa coraz mniej. Otacza nas seks, to fakt, ale w jakiej postaci...? Wszystko zatacza się pod granice pornografii. Seks jest ogólnie dostępny, nawet dla tych, którzy nie powinni mieć z nim jeszcze styczności, zwłaszcza w takiej formie. Myślę, że właśnie ta forma jest niewłaściwa i wypacza prawdziwy obraz rozkoszy...
Tak jak pisałam w poprzedniej notce - są tacy co się zamykają na takie sprawy i są tacy co przesadnie manifestują swą otwartość, zatracając w tym smak.
Ja chyba jestem neutralna. Uwielbiam seks i jest on dla mnie bardzo ważnym (ale nie najważniejszym) elementem związku. "Należałam i należę" tylko do męża, bo według mnie wierność jest w tym wszystkim bardzo ważna. Jestem otwarta, ale pewnych granic nie przekraczam...
To taki mały zarys mej osobowości w tej swerze. W szczegóły wdawać się nie będę. Chciałam tylko rozbudować troszkę poprzednią notkę.
Zmieniając temat...
Za oknem widać już zimę. Co prawda śniegu jeszcze nie ma, ale kilka poranków pokazało nam, że jesień już się zakończyła nie tylko w kalendarzu. Słoneczko świeci tylko sporadycznie, temperatura nie rozpieszcza, a na dodatek wieje mroźny wiaterek zaczerwieniając nam noski i policzki. Wniosek jest jeden - trzeba się ciepło ubierać.
Poza tym pewnie zwiększyła się ilość przeziębionych i chorych. Mój brzdąc ma znów katarek, ale lekki. Działam więc, aby zwiększyć jego odporność. Mam nadzieję, że się uda i przeziębienie minie. Niestety taka pora roku.
Dziś sobota. Jestem bardzo szczęśliwa z tego powodu. Stęskniłam się za tym moim synusiem. W tygodniu gdy przychodzi z przedszkola jest już taki zmęczony, że nie pozotaje mi nic innego jak podać kolację, wykąpać go i poczytać mu bajki. Potem idzie spać. Czasem widzę go tylko rano, a gdy wracam z popołudniówki on już śpi. Dlatego gdy przychodzi sobota i niedziela staram się spędzać z nim jak najwięcej czasu. Oczywiście mam też swoje obowiązki w domu, ale on mi w tym wszystkim towarzyszy i pomaga. Potem jest więcej czasu na zabawę, spacer i małe szaleństwo. Taki wspólny czas daje mi kopa i energię na kolejny tydzień pracy.
Dziś bawiliśmy się plasteliną, robiliśmy porządki, ugotowaliśmy wielowarzywną bombę witaminową, czyli zupę rozgrzewającą (mogę podać przepis jeśli są zainteresowani - mój mały ją uwielbia), zrobiliśmy pranie, byliśmy na spacerze, nanosiliśmy drzewa. Teraz brzdąc śpi, a ja mam chwilkę dla Was.
Ozywiście gdy się obudzi zaczniemy kolejny etap dnia. Wróci tata z pracy i chętnych do zabawy będzie więcej, więc większa będzie też radość.
Jak tu nie czerpać siły i tej dobrej energii, która płynie prosto z serca dziecka? Jego uśmiech, jego szczęście to jest powód dla którego chce się żyć, dla którego warto żyć...
Pozdrawiam ... 
To kolejne moje podejście do umieszczenia tu notki. Miałam już jedną, prawie gotową i niestety mój mężuś dobrał się do komputera i przez przypadek ją usunął. Moja praca poszła na marnę, ale cóż. On nie wiedział, ja mogłam zapisać, a poza tym słodko przeprosił :)))) Zaczynam więc ponownie...
Jak już wiecie od czasu do czasu lubię poczytać kolorową prasę. Podchodzę jednak z wielkim dystansem do informacji umieszczanych w tego typu artykułach. Sądzę jednak, że warto czytać, choćby po to aby się zastanowić nad pewnymi sprawami, czy też poruszanymi tematami.
Ostatnio wpadł mi w rękę ciekawy wpis na temat seksu. Był on w formie 34 pytań i odpowiedzi. Dowiedziałam się wielu ciekawostek, ale nie o tym chciałam pisać.
Mianowicie czytałam go jadąc komunikacją miejską otoczona ciekawskimi oczami, które jak tylko dostrzegły pogrubioną czcionką słowo "seks" dostały wytrzeszcz oczu...
Nie rozumiem takiej reakcji. Nie było wokół mnie nikogo niepełnoletniego, więc ten temat raczej nie był nikomu obcy. Jednak te spojrzenia w moją stronę były jednoznaczne - potępiające...
Dla mnie temat seksu nie jest tematem tabu. Oczywiście jest to sprawa intymna i nie mam w zwyczaju obnarzać się wszystkim i z wszystkimi. Tak jak tutaj piszę - szczegóły zostawiam dla siebie. Nie ukrywam jednak, że ogólnie słowo seks mnie nie krępuje.
Niestety większa część nszego społęczeństwa nadal ma z tym problem. Jedni podchodzą do tego jak do czegoś co jest zakazane lub niestosowne, jedni nadużywają tego nie mając pojęcia co tak naprawdę to oznacza i co z tym się wiąże, no i to trzecie - zdrowe podejście.
Nie wiem od czego to zależy. Być może od charakteru, być może od sposobu wychowania, a być może od wcześniejszych doświadczeń. Wydaje mi się, że wszystko po troszku ma znaczenie. Każdy z tych czynników mocniej lub słabiej nas kształtuje.
Czasem warto się otworzyć, znieść wewnętrzne blokady. Oczywiście nie powinno się postępować wbrew sobie czy też wbrew swoim zasadom, nic na siłę. Nie sądzę jednak, aby sama wiedza czy zainteresowanie tą tematyką była szkodliwa. (Nie mam na myśli pornografii.) Mowa tu o osobach dojrzałych!!! Poza tym w dużej mierze to właśnie przez słabą komunikację z młodymi, sięgają oni po materiały przeznaczone nie dla nich, po materiały, które wypaczają obraz seksu...
Czasem więc z wypiekami na policzkach sięgam po lektury, które jednym wydają się niewskazane, a u innych również jak u mnie wywułują zaczerwienienie na twarzy...
Pozdrawiam ... 
Ps Pragnę też dodać (bo to ważne), że dla mnie seks jest nierozerwalny z miłoscią. Nie oznacza to jednak, że musi wiązać się z nudą, rutyną czy też z powściągliwością...
Ps 2 Odnosząc się do komentarzy:
Ogólnie seksu czy choćby samej pornografii jest wszędzie sporo, ale ja mam na myśli zwykłą rozmowę, która nie przekracza pewnych granic intymności. Myślę, że tego właśnie brakuje.
Dawno mnie tu nie było. Często już zasiadałam do komputera, ale nie bardzo miałam czas aby się wgryźć w to wszystko. Nie obiecuję poprawy, ale mam zamiar to zmienić. Chęci są i to duże, bo bardzo się za Wami stęskniłam.
U mnie, a raczej u nas wszystko w jak największym porządku. Nadal nie jest łatwo, ale nie jest też tak źle. Najważniejsze, że brzdąc jest w coraz lepszej formie. Co prawda nadal trzeba zbadać mu wzrok i słuch, ale zniknął katar, problemy z oddychaniem i te okropne powracające infekcje. Oczywiście to dopiero początek. Laryngolog zapisał syrop wzmacniający naturalną odporność i szczepionkę. Wydatków z tym związanych troszkę przybyło, ale mam nadzieję, że przyniosą oczekiwany rezultat.
Jeśli chodzi o mnie to nadal pracuję tam gdzie pracowałam i nadal na taką samą umowę. Pewnie szybko się to nie zmieni. Poza tym dochodzą słuchy, że szykują się zwolnienia. Zobaczymy. Szukam czegoś lepszego, ale o to bardzo trudno.
Zewnętrznie i wewnętrznie czuję się rewelacyjnie. Jestem naładowana pozytywną energią, choć sama nie wiem do końca skąd ona się bierze. Zmieniłam też kolor włosów. Teraz nie są czerwone, a czarne, odcień burgund.
To takie streszczenie, krótkie wprowadzenie. Aktualne wiadomości.
Chciałam też Wam wspomnieć o niesamowitym filmie, który ostatnio oglądałam. Wcześniej sięgałam po książkę o tym samym tytule, ale nigdy nie dotarłam do jej końca, ponieważ napływające łzy do oczu, uniemożliwiały czytanie. Jest to "PS Kocham Cię". Rewelaca. Oglądając film raz się śmiałam, raz płakałam. Zadziałał on na mnie oczyszczająco. Wciągnęłam się w wątek i zapomniałam o swoim świecie, o problemach, itp, itd... Może nie do końca zapomniałam... Strasznie przeżywałam ból bohaterki, ich miłość była piękna. Może dlatego, że sama też kocham całym sercem, że sama też uważam swój związek za wyjątkowy, szalony z nagłówkiem na "wieki"...? Nie wiem tego do końca. Mi ten film bardzo, ale to bardzo się podoba. Ciekawa jestem czy ktoś jeszcze go oglądał i jakie ma zdanie na jego temat.
Teraz już kończę i zmykam do Was. Postaram się nadrobić zaległości. Mamy teraz dużo wolnego :))))) więc z pewnością tu wrócę niebawem.
Pozdrawiam ... 
Kochani bardzo Wam dziękuję za wsparcie. Jesteśmy już z brzdącem w domu. Mały miał wycięty trzeci migdał i podcięte dwa pozostałe. Był bardzo, ale to bardzo dzielny. Byłam w ogromnym szoku jak dobrze zniósł ból. Nie wymiotował i szybko doszedł do siebie. Oczywiście jeszcze przez siedem dni trzeba bardzo uważać, ale mam nadzieję, że najgorsze już za nami.
Obiecałam, że dam znać, więc dotrzymuję słowa iumieszczam dziś notkę informacyjną ;) Teraz czekamy cierpliwie na wyniki owego zabiegu.
Moje doświadczenia i wiedza w tym zakresie znacznie się poprawiła. Jeśli ktoś będzie miał jakieś pytania, służę pomocą. Chociaż w ten sposób mogę się odwdzięczyć, za Wasze rady. Bardzo mi pomogliście zwłaszcza Ty Samotna. Jeszcze raz dziękuję...
Pozdrawiam ... 
Ten tydzień nie należał do najłatwiejszych czy też najprzyjemniejszych, a przyszły tydzień będzie jeszcze trudniejszy. Tak jak pisałam za kilka dni idziemy z brzdącem na zabieg. Teraz obawy przed zabiegiem zastąpił strach czy wogóle go zrobią, bo mały ma cały czas katar i zaczęło pobolewać go ucho. Martwię się, że zostawią nas w tym szpitalu dłużej lub, że odeślą do domu i wyznaczą nowy termin.
Załatwiłam sobie tydzień wolnego, ale nie wiem czy mnie na pewno nie zwolnią. Poza tym o przedłużeniu tego "urlopu" nie mam co marzyć. Mam tylko umowę zlecenia, więc rozumiecie o czym piszę. Wynagrodzenie za październik będzie prawie żadne, bo płacą mi wyłącznie za przepracowane godziny.
Ostatnio mam wrażenie, że wszystkie luki w naszej polityce społecznej dotyczą właśnie mnie, a raczej naszej rodzinki. Praca na umowę "śmieciową", kolejki w służbie zdrowia, brak przedszkoli publicznych, brak pomocy ze strony urzędu pracy w szukaniu zatrudnienia, brak ofert pracy dla młodej mamy,itp, itd... Z wszystkim musimy zmierzać się sami. Jakoś trzeba w tym wszystkim się odnaleźć i szukać wyjścia na własną rękę.
Oczywiście wiem, że takich jak "my" w Polsce jest wielu. Wiem, że są też tacy co mają znacznie gorzej. Staram się, walczę - bo mam dla kogo... Czasem uśmiech schodzi z twarzy, ale gdy spojrzę na brzdąca to regeneruję siły w sobie na nowo.
Pozostaje jednak pytanie - Czy kiedyś będzie lepiej?...
Zaczynam w to wątpić. Wszystko jest robione na pół gwizdka. Jeśli chodzi o kolejki to przecież sami pacjenci tworzą je fikcyjnie, a mowy o wciskaniu prywatnych pacjentów nie ma mowy (haha). Urzędy pracy mają masę ofert i kursów dla zainteresowanych, niestety masa z nich jest nieaktualna lub niedopasowana do potrzebujących. Przedszkola publiczne powstały w ramach dofinansowania UE, ale dotyczy to wyłącznie pięciu godzin dziennie (więc co z resztą czasu gdy jesteśmy w pracy - płacimy sami kolosalne kwoty - haha). Poza tym muszę też wspomnieć o zamknięciu, a raczej przekształceniu się kilku przedszkoli z publicznych w prywatne. Nie wiem jak to możliwe, ale tak to właśnie wygląda.
O umowach śmieciowych pewnie każdy z Was wie lub przynajmniej coś słyszał. Jest to dla mnie bardzo trudne. Wcześniej pracowałam już ponad osiem lat na umowę o pracę, teraz pracuję już pół roku na umowę zlecenie. Myślę, że w tym czasie można było sprawdzić mnie jako pracownika i widać już czy się nadaję, więc umowa o pracę mi się należy. Niestety jest to wyłącznie moje zdanie (no i załogi), ale nie szefa. Jemu bardziej opłaca się umowa zlecenie. Mniejsze koszty, więc dla niego większy zysk.
Takie są nasze realia. Ciężko z mężem pracujemy aby mieć to co mamy. Wciąż musimy uważać na nasze wydatki. Oszczędzamy, ale i tak często nam brakuje gdy coś niespodziewanie wyskoczy. Brrrrr
Mam nadzieję, że nowy rok przyniesie ze sobą zmiany. Może uda mi się znaleźć coś lepszego, a może obecny pracodawca mnie doceni. Zobaczymy. Teraz muszę myśleć o brzdącu i jego zdrowiu. Na chwilę obecną (i nie tylko) jest to najważniejsze...
Zebrało mi się tak jakoś i nie potrafiłam napisać o czymś innym. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. Już wkrótce odezwę się i napiszę jak przebiegł zabieg (mam nadzieję)...
Pozdrawiam ... 
czwartek, 23 lutego 2012
Licznik odwiedzin: 806 001
| « luty » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | ||
| 06 | 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | ||||
Niespodzianki życia codziennego oraz wszystko co mi w duszy gra. Tysiące myśli, małe i wielkie uczucia...

W duszy grają mi zawsze tysiące słów i myśli, które chcę tu przelać. Jestem zwariowaną i niepoprawną romantyczką. Uparta i trochę pyskata, ale z pokorą umiem przyznać się do popełnionego błędu...
Jestem szczęśliwą mężatką i mamą. W życiu często mam pod górkę, ale dzięki temu doceniam to co mam...
Chcesz wiedzieć więcej...czytaj bloog...
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: